4/16/2012

FRIDAY 13TH AND NEW YEAR'S EVE



W zeszły piątek, ten 13tego, był hinduski nowy rok i ten dzień był dla mnie raczej jak nowy początek niż pechowy dzień. Tak więc mogę już oficjalnie wszystkim podziękować BARDZO BARDZO za trzymanie kciuków, dobre myśli i każdą inną formę wsparcia, która niewątpliwie tu dociera, pomimo sporej odległości, bo póki co wszystko układa się niesamowicie dobrze.

A newsy są takie:MAM PRACE! Najlepszą na świecie w najlepszym biurze, w jakim byłam.

Ponieważ mam jakieś problemy z załączaniem linków podaje tak http://www.fuur.com/ moje nowe biuro.


MAM MIESZKANIE! W fajnej okolicy i ze spoko ludźmi.

Tak więc dziś jestem najszczęśliwszym człowiekiem w Singapurze, co hucznie świętowałam cały weekend:) A więc szczęśliwego nowego roku wszystkim!

Last friday 13th of April hindu celebrated new years eve and this day was like a new beginning for me rather than unlucky. So now I can say THANK YOU SO MUCH to all these people who kept their fingers crossed for me thought about me or showed their support in any different way. Despite such a long distance between us I can feel your support and it actually works for me cause everything is going surprisingly good.

The news are:
I GOT A JOB! The best in the world in the best office I have ever been to.

Because of some problems I have with pasting the links I put it like that http://www.fuur.com/ my new workplace.
I GOT A ROOM! In a nice area with nice people.

So now I'm the happiest girl in Singapore and celebrated that all weekend long :) So happy new year to all of you!

LET'S GO TO THE MALL



Kiedy my w weekendy chodzimy na spacery, wycieczki, kawy i do kina, Singapurczycy rezygnują z tej różnorodnych aktywności na rzecz zakupów. Najlepiej u Louis Vuittona, ewentualnie Chanel, Prady czy Diora. Jeżeli nie stać Cię an te marki, to warto się wybrać choćby na tzw window shopping. Jednakże w dobrym tonie jest pokazać się w niedzielę na Orchard Road i wstąpić do kilku centrów handlowych. A jest w czym wybierać, bo prawie na całej długości ulicy znajdują się same galerie handlowe. W trakcie naszego obiadu w tym prestiżowym miejscu odkryłam swoją nową pasję - fotografowanie azjatów. Uważam, że to bardzo ciekawy temat, by rozwijać swoje umiejętności w tej dziedzinie. Szczególnie, że tutaj w przeciwieństwie do Europy bycie sfotografowanym przez nieznajomego jest raczej rodzajem nobilitacji, a nie powodem do protestu, o ile ktoś w ogóle zauważy spust migawki, bo w tak wielkim tłumie ludzi zajętych sobą raczej rzadko zauważani są inni przechodnie, co mnie bardzo cieszy. Obecnie popularność Louisa Vuittona przebija jedynie nowootwarty H&M, pierwszy w Singapurze (w co trudno mi było uwierzyć). Jednak odpowiednio wielki :) Wielkie otwarcie miało miejsce kilka miesięcy temu i było podobno sporym wydarzeniem, o którym huczało na fejsbuku. Aha, bo jak już się wybierzesz na Orchard i wykosztujesz u Diora, albo przynajmniej w H&M czy Topshopie, to trzeba natychmiast strzelić fotę z przyjaciółmi, najlepiej ajfonem, bo potem raz dwa wrzucasz ją na fejsa i każdy wie, że nie siedzisz jak jakiś europejczyk w parku, tylko jesteś tam, gdzie trzeba ;) My jednak postanowiliśmy opuścić zgiełk Orchard i wybraliśmy się do Botanic Garden, gdzie tłum nieco mniejszy, ale nie byliśmy tu specjalnie samotni. Nasza ekipa składająca się z dwóch Polek i Hindusa również była swojego rodzaju atrakcją :)

When in Poland people go for a walk, trip or cinema on weekends Singaporeans give up this diversity of acitvites and go shopping. The best thing is to go to Louis Vuiton. Chanel, Prada and Dior are also not too bad. If you can't efford this brands you can always do window shopping which is also quite popular. Anyway it is in a good taste to go to Orchard Road and visit some shopping malls. There is a huge choice cause at this street there are mainly the malls. During our lunch in this prestigiuos place I discovered my new passion - taking photos of random asian people. It is a great topic and I can develop my skills. What's more people in Singapore instead of european people feel rahter happy than offended when a stranger takes a photo of them. Also in such a big busy crowd you can eaisly skip someone who is taking a photo of you. Currently more popular than Louis Vuitton is only recently opened H&M store (I could hardly believe that this is a fris shop of this brand in Singapore). But it is adequatly big :) The big opening day was a couple of months ago and was the main topic at facebook. Ah if you go to Orchard on weekend and will spend a fortune at Dior or event at H&M or Topshop than you have to take a quick photo with your friends the best is an Iphone cause than you can past it immediately at facebook and everyone knows that you're in a right place. But we decided to leave this busy place and go to the Botanic Garden. Surprisingly we weren't alone there. Our group consisted of two polish girls and indian guy was an attraction as well :)

4/12/2012

SINGAPORE WHY NOT



Szczerze mówią jestem trochę zmęczona ciągłym odpowiadaniem na pytanie, dlaczego przyjechałam do Singapuru. Rozumiem ciekawość pytających, ale odpowiadanie na to pytanie kilka razy dziennie zabiłoby każdego. Dlatego, za namową kolegi Marka :) piszę odpowiedź tutaj.
Zestawienie zysków i strat, przeciw i za przedstawia się następująco:
- jestem młoda, wykształcona, nieco doświadczona, idealna na poznawanie świata,
- skończyłam uczelnię, mam w ręku dyplom, a w Polsce żadnych wiążących mnie spraw (kredytów, narzeczonych, dzieci, kontraktów itp.),
- żyjemy w czasach, kiedy lot na drugą półkulę jest dobrem ogólnie dostępnym i nie potrzeba na niego jakichś kosmicznych kwot,
- znam języki i fajnie jest zrobić z tej znajomości użytek inny niż zdawanie fce, cea, toefl itp.,
- w Polsce jaka architektura jest wie każdy, nawet nie mając z tym zawodem wiele wspólnego, więc doświadczenie w kraju, gdzie liczy się nie tylko cena metra kwadratowego jest super szansą rozwoju,
- Singapur to piękny kraj, gdzie temperatura nie spada poniżej 20 stopni, jest morze i dookoła wiele super miejsc jak indonezja, filipiny, wietnam, tajlandia, birma, indie...
- nie chcę się obudzić w 40te urodziny i żałować wszystkich fajnych rzeczy, których nie zrobiłam.
Faktem jest, że było to niejakie ryzyko, ale poprzedzone szacunkami powodzenia, których wynik rósł proporcjonalnie do ilości dni przepracowanych w nudnym polskim biurze. Do stracenia było trochę kasy, która przy najmniej pomyślnych wiatrach można odpracować gdzieś na zmywaku, ale póki co szczęście mi sprzyja i może nie będzie takiej potrzeby :)
Na koniec przekonała mnie Magda, której tu oficjalnie dziękuję za przygarnięcie mnie do swojego pokoju i całą pomoc. Magda też prowadzi bloga, który zainspirował mnie do wyjazdu. A gdy usłyszałam od niej, że podejmując decyzję pomyślała, że im dłużej się siedzi w jednym miejscu, tym trudniej się ruszyć (co jest najprawdziwszą prawdą) tego samego dnia zaczęłam rozsyłać cv i szukać biletów.
Taka oto moja krótka historia, która obecnie realizuje się w mieście lwa, 10 000 km od domu, palących promieniach słonecznych i zenitalnym deszczu, między buddyjską pagodą a hinduską mandirą wśród mnóstwa życzliwych ludzi :)

Z rzeczy bardziej przyziemnych to moje włosy chyba samoistnie zaaklimatyzowały się do panujących warunków. Nie tak do końca, ale już nie przypominają kuli piór, która wytoczyła się z rozdartej poduszki, co bardzo mnie cieszy :)

To be honest I'm a bit tired of constant anwsering the question why I came to Singapore. I understand that people can be curious but anwsering the same wuestion several times a day could kill anyone. This is why encouraged by my friend Marek :) i write the anwser here.
A summary of gains and losses presents this way:
- I'm young, educated, a bit experienced ideal for world exploring,
- I'm fresh graduated holding my master degree and have to commitments in Poland (I mean debs, fiancees, kids, contracts etc.),
- nowadays a flight to the other part of the world is avaliable for not so much money,
- I know the languages so it is worth to make a different use of them but getting fce or cae certificate,
- the architecture in Poland isn't very impressive which you can noticed even having nothing in common in architecture field so I seems to ba a great opportunity to get more experience in a country when they dwar attention to something else but a price of square meter,
- Singapore is a beautiful country where the temperature never falls below 20 degrees, there is a see and a lot of interestiong places to go around like indonesia, philipines, thailand, vietnam, malesia, india...
- I don't want to wake up in the day of my 40th birthday and regret all this cool things I have never done.
It is tru that it was quite risky step but preceded with precise estimation of luck which result was increasing proportionaly to the amount of the days spent in a boring polish architecture studio. I had some money to lose but you can always get it back working washing dishes or sth like that but fortunately it seems that there be no need to do that.
In the end it was Magda who made me fully convieced thet it is a right decision and I want to say thanks to her for keeping me in her place for those days and all her help. Magda also writes a blog which inspired me take this step and go to Singapore. And when Magda told me that when she was about to make her decision she thought that staying longer and longer in the same place it makes it hard to move out and it fully convienced me thet I need to move. SO the same day I started to sent my job applications and looking for the tickets.
So this is my short story which is realised now in the city of a lion 10 000 km far away from home in the burning sun and zenith rain between buddhist pagoda and hindoo mandira with a lot of friendly people around :)



I know this song is japanese but i like it a lot

4/11/2012

BARCELONA SPIRIT































NIe zamieściłam jeszcze zbyt wiele zdjęć Singapuru, bo chcę najpierw tu się trochę ustatkować, co pochłania bardzo wiele mojej uwagi. Szukanie pracy, szukanie mieszkania (co jest prawdziwym dramatem) itp. Ale dziś postanowiłam troche pozwiedzać i skoczyłam na Marina BAy gdzie pierwszy raz widziałam ten Singapur z internetowych przewodników. Nagle poczułam się jak w ukochanej Barcelonie. Wiele miejsc na tamtejszym wybrzeżu jest zaprojektowana w barcelońskim stylu (kto był, ten wie o co cho:))
Pierwszy raz widziałam też takie wieżowce z tak bliska i nie przeżyłam jakiegoś wstrząsającego szoku. Także jestem gotowa na Nowy Jork ;) Jednak w tym całym luksusie i high techu brakowało mi troche takiej ludzkiej ostoi (albo po prostu towarzystwa). Mimo wszystko fajnie było w końcu zobaczyć to wszystko o czym tak wiele czytałam.
Jest tam też prawie fragment Londynu - wielki diabelski młyn przypomina do złudzenia London Eye.
W MArina Bay Sands (ogromne centrum handlowe) można znaleźć wszystko. Są tam wszystkie lepsze marki świata, europejskie restauracje, lodowisko, weneckie kanały i pewnie wiele więcej, ale dla mnie jak na jeden raz to było wystarczające.
Obiad jadłam na Chinatown. Nie obyło się bez spotkań z lokalnymi ciekawskimi. Przysiadł się do mnie pan w wieku mojego taty i dwoma imponujących rozmiarów pierścieniami na obu rękach. Zaoferował mi piwo, ale odmówiłam. Trudno mu było uwierzyć, że nie chce piwa, amerykańskiego piwa! (pił Carlsberga). Potem zapytał, czy jestem american girl, bo tak wyglądam i do tej pory trudno mi to poczytać za komplement...

Niedawno się dowiedziałam, że było trzęsienie ziemi w indonezji odczuwalne az tutaj. Szczerze mówiąc zaskoczyła mnie ta informacja, bo niczego nie czułam, dem ;)
W mediach widziałam, że wywołało to sporą panikę, jednak tu na miejscu raczej wszyscy są spokojni. Dzięki tym newsom wiem, ze nie można w czasie tsunami stać na plaży. Ok, nie będę ;)

Z innych newsów, to zjadłam całe nodle (makaron) pałeczkami, dzięki czemu awansowałam na wyższy poziom pałeczkowania :)

I haven't put too many pics of Singapore yet cause I want to settle down first which is really attention consuming. Looking for a job, looking for a flat (which is a drama) and all this stuff. But today I decided to do some sightseeing and went to Marina Bay where I could see this Singapore from internet giudes. Suddenly I felt like in my belowed Barcelona. The coast there is designed ina very barcelonian style and it made me feel really relaxed.
First meeting with sky scapers wasn't so shocking. I'm ready for NY I guess ;) But in this fancy spot full of luxury shops and facilities I missed some human space or just needed a company. Anyway it was cool to see all this stuff i read about.
There is almost a piece of London - a ferric wheel which looks like the London Eye. In Marina Bay Sands you can find everything. All fancy brands, european cuisine restaurants, skating ring, venice canals and a lot more for sure but it was enough for me.
Having a lunch in Chinatown I met another "friend". This time it was a chinese guy my dad's age with impressive size rings on every hand who offered to buy me a beer. I refused and he was pretty surprised that i don;t want a beer. American beer! (he was drinking Carlsberg) but he kept talking with me. He asked me if I'm an american girl cause I look american and I still have a problem with finding it a compliment...

Just find out that there was an earthquake in indonesia that we could feel in Singapore but i didn't norice anything. damn it ;)
But according to the press this was very serious but here everyone is so calm. Thanks to the news i know that I can't stay on the beach during tsunami. I won't ;)

What else I ate the noddles with chopsticks which brings me to the higher level of chopsticking:)
































4/10/2012

MAKING FRIENDS

Właśnie rozmawiałam z moimi tymczasowymi współlokatorkami i w trakcie tej rozmowy zdałam sobie sprawę z tego, jak zabawne jest moje życie w mieście lwa. Nasz stereotyp azjaty to osoba zdystansowana i mało otwarta. Tymczasem moje dotychczasowe doświadczenia burzą ten obraz lub może są wyjątkiem potwierdzającym regułę.
Mój dzisiejszy skrót dnia wywoływał u Valerie i Meiling nieustanne ataki śmiechu. Skupiłam się głównie właśnie na tym, jak Singapurczycy burzą mój azjatycki stereotyp. Dziś na obiedzie w foodcourtcie (wszechobecne skupiska lokalnych barów mlecznych z azjatyckim jedzeniem) przysiadł się do mnie młody Chińczyk, opowiedział połowę swojego życia i zaproponował pomoc w szukaniu mieszkania, pracy i nauce chińskiego. Później podczas podwózki taksą do jednego z mieszkań, gdzie miałam obejrzeć pokój, taksówkarz dał mi swoją wizytówkę, mówiąc, żebym dzwoniła zawsze, jak potrzebuję taxi. Gdy opowiedziałam mu, jak jestem zaskoczona otwartością i przyjaznością tutejszych mieszkańców powiedział, że muszę być ostrożna i "don't trust anyone, even me" ("nie ufaj nikomu, nawet mnie).
Z kolei agent mieszkaniowy, który pokazał mi szereg pokoi pod koniec dnia usilnie chciał mnie wyciągnąć na randkę. Trzeba przyznać, że wytrwałość tutejszych mężczyzn bywa godna podziwu.
W ciągu dnia w centrum handlowym na Dhoby Ghaut zaczepił mnie jeden Hindus pytając o drogę. Gdy mu powiedziałam, że nie znam jeszcze dobrze Singapuru, odparł, że myślał, że jestem stad. Zaskoczona spytałam, czy wyglądam na tutejszą, bo ludzie raczej mają mnie za turystkę. Odparł, że tutaj jest wiele białych, a potem zapytał, czy możemy zostać przyjaciółmi.
Tak więc każdego dnia zostaje mi okazywana bezinteresowna (?) sympatia, ale jestem uważna i nie ufam nikomu, nawet Alfowi, choć pewnie kiedyś do niego zadzwonie ;) (Alf = pan taksówkarz)

I've just takl with my temporary colocators and during this chat I realised how funny is my current life in the city of a lion. Our stereotype of asian people is that they are introverted and not so easygoing. Meanwhile my experience ruther ruin this picture or is an exception that confirms the rule. Talking about my today story Valerie and MAiling couldnt help laughting. I mainly focused on the way the asian treat me in everyday life.
Today while having a lunch in local foodcourt (spots with a lot of asian fod cheap bars) one young chinese boy sit down to me. We started to chat and then he told me about half of his life, offered a help in room and job searching and proposed to teach me chinese.
Laterone during a drive to an appartament when i was about to see a room a taxidriver gave me his card saing that i can call him anytime I need a cab. When I told him how much I'm surprised with asian people he said "you can't trust anyone, even me".
Next was real estate agent who showed me a couple of rooms and in the end of the day asked out. I refused but apparently he didn't understood and instead of driving me to Boon Keng (the place I'm currently staying) took me to East Coast Park claiming that i agreed to go out. During next drove to the place I wanted to go he insisted on having a dring in every pub we were passing by. On the other hand a tenancity of local man is sometimes admirable.
During the day in a shopping mall at Dhoby Ghaut one Indian guy asked me for direction. When I said that I don't know Singapore very well yet he anwsered that he thought that I live there. It was very surprising so I asked if i look like i lived there. He said that there is a lot of europeans and ask if we can be friends immediately.
So every day people show me signs of disinterested (?) symphaty but I try not to trust anyone, even Alf, but probably will call him soon ;) (Alf = taxi driver)

4/08/2012

EASTER






























Dziś znów teleportowaliśmy się na moment do Polski. Po męczącej sobocie spędzonej na gotowaniu dziś mogliśmy świętować polskim żurkiem i babką dzieląc się tymi dobrami z naszymi międzynarodowymi przyjaciółmi. Dla filipińczyków, malajczyków, niemca, dunki i hindusa to było nie lada doświadczenie. Nam także się podobało tłumaczenie im naszych polskich zwyczajów. Na koniec tradycji stało się za dość i wszyscy ledwo wstali od stołu z przejedzenia.
Wizyta w kościele była ciekawym doświadczeniem kulturowym. Masza jest podobna do naszej polskiej, ale Singapurczycy wprowadzili kilka ciekawych innowacji. W kościele jest wydzielona strefa specjalna dla dzieci z opiekunami, oddzielona od reszty dźwiękoszczelną szybą. Z powodu spóźnienia musieliśmy obserwować maluchy całą mszę...
Z ciekawości wybrał się z nami nasz znajomy hindus i cały czas tłumaczyłam mu co sie dzieje i o co w tym chodzi. Z nieskrywanym zdziwieniem przyjął wiadomość o tym, jak strasznym jest grzesznikiem :)
Singapurczycy mają także specjalną straż kościelną, która pilnuje porządku. Jeżeli za głośno gadasz pogrożą ci palcem przed nosem, albo dyskretnie wyproszą. Myślę, że w Polsce już dawno utworzyłby się nieformalny ruch przeciwników takiej straży, która łamie ich prawa i burzy prywatność.
W kościele nie ma też smętnego zawodzenia dziadków, a pieśni są radosne, dzięki czemu można naprawdę poczuć klimat nadziei, jaką powinny wiernym nieść te święta.

We moved again to Poland for a while. After a tiring saturday of cooking today we could celebrate Easter with polish żurek and babka and share it with our international friends. For philipino, malasian, german, dannish and indian people it was a great experience. We also had fun sharing this all with them and expaining our tradition.
Visit in church was a great cultural experience. The mess in similar to our polish ones but Singaporeans came up with some great ideas. They have a special zone for kids which is separated for the rest of a church with sound resistand glass. Unfortunately we were late and had to stay in that zone. Because of being late we had to observe the kids all the mess... Having our indian friend with us I enjoined expelaining him what was going on during a mess. He found out that according to the catholic faith he is a havy sinner what surprised him a lot :)
Singaporeans also have a special mess guard - people who are walking around a church during a mess and watch people. If you talk to loud or do som e other forbidden things they will wave a finger in fornt of your face or kindly ask you out. I think that in Poland "the catholics" would form a special movement agains this guard claiming that it brakes the rules.
There is also no sining sharp old people but the mood is very optimistic and you really can feel that hope which Easter should bring to the christians.














































































link to my favourite song in recent time :)

4/07/2012

LET'S COOK






























Myśląc, że święta w Sinagapurze będą skromne i mało nastrojowe bardzo się myliłam. Tutejsza polonia, podobno dość znaczna - ok. 550 Polaków - zadbała, aby tradycji stało się za dość. Ambasada Polska zorganizowała święcenie wielkanocnych koszyczków w kościele przy Dhoby Ghaut. Po wejściu do tego przybytku można było się poczuć prawie jak po przejściu bramy teleportacyjnej do Polski, gdyby nie ta pogoda ok 30 stopni.
Przez moment przestałam się dziwić naszemu ujemnemu przyrostowi naturalnemu w kraju, skoro tyle polskich dzieci mieszka w Singapurze. Niewtajemniczeni mogli pomylić święcenie z kinderbalem.
Przy okazji poznałyśmy Polskiego ambasadora, a więc po niecałym tygodniu tu mam jedną ofertę pracy, wiele ofert mieszkania i znam ambasadora, więc bilans całkiem korzystny ;)
Po wspaniałej uroczystości religijnej czas było się wziąć za bardziej przyziemne świąteczne czynności, czyli gotowanie. Zebrawszy wszystkie produkty na niedzielny obiad wyszło tego dwie podręczne walizki i dwie siaty, więc święta na bogato. Nie mamy kiełbasy z lidla, ale generalnie nie jest źle.
W mieszkaniu znajomej Filipinki, gdzie musiałyśmy pojechać, bo Magda w swoim mieszkaniu ma tylko jeden palnik elektryczny, czajnik, mikrofale i rice cooker, powstały pyszne zupy, mięsa i ciasta (zdjęcia poniżej). Azjaci raczej nie gotują w domu, z moich dotychczasowych poszukiwań mieszkania wiem, że w niektórych jest to zakazane, ale trudno się dziwić, jak obiad na mieście można zjeść juz za 2 $ (1 S$ = 2,5 zł). Z naszej kulinarnej wizyty mieszkańcy mieszkania mają sporo korzyści, bo już wiedzą, jak zapalać palniki kuchenki i jak używać piekarnika (do tej pory tego nie robili).
Robienie świąt to straszna męka, dlatego dobrze, że są tylko kilka razy w roku. Po powrocie do domu marzyłyśmy tylko o jedzeniu i spaniu, ale zdobyłam się na ten trud, by trochę tutaj napisać :) Na kolację zaserwowałyśmy sobie to, czego aktualnie mamy najwięcej, czyli jajka na twardo. Kiedy ja przygotowywałam ten wykwintny posiłek, Magda stłukła połowę opakowania jajek kupionych na jutro, zatem by się nie zmarnowały, powstała jajecznica, czyli prawdziwy jajeczny festiwal.
Ogólnie tutaj nie obchodzi się Wielkanocy w jakiś szczególny sposób. Jest to dla większości jeden z wolnych dni, kiedy mogą iść na zakupy. Katolicy chyba też podchodzą do tego z mniejszym rozmachem i tradycją, niż u nas w Polsce.
Po tak pracowitych przygotowaniach mamy plan spędzić lany poniedziałek na basenie pod palemką:)
Jako prawdziwe gospodynie domowe dzień zakończyłyśmy oglądając koreańską operę mydlaną. Te koreńskie produkcje są ponoć hitem ostatnich miesięcy. Na szczęście podpisy są też po angielsku, ale twarze aktorów są tak ekspresyjne, a muzyka emocjonalna, że nawet nie rozumieją słów można śledzić akcję. Magda ogląda teraz singapurskie wiadomości, a ja zamieszczam parę dzisiejszych fot:)

When I thought that Easter in Singapore is going to be modest I was wrong. Polish people who live here, there is quite a lot of them approx. 550, did their best to celebrate our polish tradition. Polish embassy organised tradiitional food blessing in a church at Dhoby Ghaut. Just after entering this building you could feel like you were teleported to Poland. Only weather ruined that impression. It's about 30 degrees.
In that moment i weren't surprised that the number of people in Poland decrease cause so many of polish kids live in Singapore. If someone didn't know what was going on in that church he could think that this is a kind of kinderball.
Thanks to this occasion we met a polish ambasador so after almost one week in Singapore i was offered one job, a couple of appartaments and I know a polish ambasador. Not too bad.
After that amaizing religious event we had to come back to more prosaic thing like cooking. When we gathered all the ingridiens for a sunday lunch we had two hand luggages and two bags so it's going to be full of food. We do not have a sausage from Lidl but it isn't bad :)
In a flat of our philipines frien where we had to go to cook something cause in Magda's appartament there is only one elektric burner, micro oven, electric kettle and roce cooker, we cooked soups, meats and cakes (photos below). Asian people rather don't cook at homes. Thanks to my room reaserch I know that in some appartaments cooking is not allowed. But it is quite reasonable cause eating in town is cheap you can have a lunch for even 2,5 S$ (1 S$ = 1,24 USD). Our friend appartament locators have some adventages because of our visit cause they finally know how to light the burners and how to use the owen which has never been used before.
Prepering Easter is so tiring so it's quite good that we have it just once a year. After coming back home we were dreaming just about eating and sleeping but i forced myself to do that efford and write something in here:) For a dinner we prepared eggs of course. When I was peeling them Magda broked some of those we bought for tomorrow so to make a use of them we prepared scrambled eggs so it was a real eggs festival.
Singaporeans don't celebrate Easter in any particular way. It is rather another day off when they can do shopping. Even the Catholics don't put so much efford in celebration and probably don't have so much tradition as we do in Poland.
After such a tiring preparations we want to spand Easter Monday on a swimming pool under a palm :)
We ended the day as the real houswifes wathing korean soap opera. This productions are very popular in recent months here. Fortunately they have english subtitles but the actors faces are so expresive and music so emotional that you can follow the action without understanding what the actors are saying.
Magda is watching singaporean news now and I present you some of today's pics :)